piątek, 28 maja 2010
Babciny kocyk, czyli o zajmowaniu rąk w chwilach nicnierobienia :)
Jesteśmy z Fabem oboje uzależnieni od oglądania seriali, a w ich liczbie i tytułach sami się gubimy. Gdy uda już nam się obejrzeć wszystkie nowe odcinki i jesteśmy na bieżąco przerzucamy się na filmy i tak do piątku, kiedy w necie pojawiają się kolejne epizody naszych ''tasiemców''. Możemy tak spędzać duuuuuggggiiiee godziny wieczorne. Trochę się tłumaczę, że po pracy, którą wykonuję, gdzie jestem na nogach całymi dniami, tak, tak, czasem biegam, czasem po prostu godzinami sterczę w miejscu obsługując klientów, ''czasem'' zdarzy się coś dźwignąć i tak dalej...wieczorek z serialem to nie grzech. Ale plany craftowe przez to cierpią. Dlatego między innymi zaczęłam dziergać. To taki przyjemny sposób na zajęcie rąk w czasie nicnierobienia, a efekty widać szybciutko:) Czasem tylko nie chce mi się skupiać na fabule filmu i śledzić schematów. Szukałam czegoś prostego, łatwego do odtworzenia bez zerkania na kartkę... Olśnienie spłynęło na mnie w Turcji, którą oficjalnie ogłaszam swoim wełnianym rajem :) W mega przystępnej cenie (3 ray taniej niż w Anglii!) kupiliśmy podczas wakacji wełenkę, dwa odcienie zieleni i dwa odcienie fioletu (czyli nasz pomysł na przyszłą sypialnię!) i od tej pory dzielnie dziergam kwadraty, które za jakiś czas mają przerodzić się w kocyk :)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz